Com Truise – Komputer Cast.

Kolega Marceli Szpak w dwóch notkach na początku listopada zachęcał do posłuchania. Przeryłem stronę artysty i na uszy bardziej niż to, co proponował Marceli, rzuciły mi się cztery godziny miksów pod nazwą Komputer Cast. Do downloadu (darmowego) zachęciły mnie okładki – od commodorowskiego PETa do ZX-81, wszystko (jak cała strona) utrzymane w stylizacji na grafikę generowaną przez 8-bitowe maszyny. Oczywiście, pobrałem, zapomniałem odsłuchać – widać musiało odleżeć swoje na dysku.

Sama muzyka – dyskotekowe rytmy epoki ośmiobitówek przeplatane autorskimi kompozycjami, spięte w gustowną całość. Jak pisał Marceli – to nie tylko bomba nostalgiczna, to także uczta dla ucha.

Pobierać, słuchać.

Napisane w Z życia. Tagi: . Zostaw Komentarz »

Dear 16-year-old me.

via dr Jot.

Mały przebój z prawem autorskim.

Przymierzam się do odpalenia (kolejnego w polskim Internecie) serwisu hobbystycznego dla miłośników starszych sprzętów. Przygotowuję sobie pomału materiały – między innymi chciałem się posiłkować nieco książką Bohdana Frelka „Commodore 64″ z 1988 roku. Niestety, wydawnictwo po przekształceniu w Sp. z o.o. jest w trakcie likwidacji, żaden z numerów kontaktowych nie jest czynny. Zaczęła się krótka epopeja.

Dzwonię do właściciela 100% majątku, czyli Państwa, czyli Ministerstwa, Dział Prywatyzacji (z wielkich liter). Miła pani poszperała w komputerze i oznajmiła, że tym zajmuje się Delegatura w Mniejszym Mieście (wielkie litery wyraźnie słyszane w jej głosie).

Dzwonię do Delegatury. Jedna pani przełączyła mnie do drugiej pani (a ogólne wrażenie, jakbym się dodzwonił do kanciapy sprzątaczek – nikt się nie przedstawia, klasyczne 1) „SŁUUUCHAAAM!!!!”, 2) „TAAAAK?!” w słuchawce. Zwątpiłem ale drugi żeński głos podał mi namiar na Likwidatora Spółki.

No to dzwonię. Pan bardzo miły, nic mi nie może pomóc. Ale bardzo prosił, żebym się wstrzymał do końca października, gdyż on te prawa autorskie sprzedaje i „prawdopodobnie wtedy to się sfinalizuje i podam panu, z kim się kontaktować dalej”.

Morał – warto drążyć temat.

Strachem tylko napawa mnie szukanie właścicieli praw do innych książek z tego okresu.

Pirackie programy za 300 tys. w wydawnictwie.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,10308420,Pirackie_programy_za_300_tysiecy_w_wydawnictwie.html

A co nowego? Ostatnio zerwałem współpracę z firmą brokerską, która legalny miała tylko jeden (słownie: jeden) program. Na mój komentarz, że naprawdę chociaż klienta poczty mogliby mieć lepszego i legalnego, jako odpowiedź otrzymałem wzruszenie ramion.

W Bolandzie żyjemy, kurwa.

Ekranizacja „Forever War” Haldemana

Ridley Scott będzie kręcił Wieczną Wojnę. I, oczywiście, wybrał najmniej smakowity i widowiskowy fragment do ekranizacji, czym skutecznie 1) zarżnie klimat oraz 2) zniechęci pierdylion ludzi do przeczytania książki, bo:
An elite task force returns home after a brief interstellar military operation, but discovers that 20 years have past and the planet they once knew is completely different. Based on Joe Haldeman’s 1974 novel „The Forever War”. Based on Joe Haldeman’s 1974 novel „The Forever War”.

Źródło. Zawiera ładny rysunek.

Napisane w Z życia. Tagi: . Zostaw Komentarz »

Luxtorpeda

Pewnie znów odkryłem Amerykę ale za sprawą Programu Trzeciego PR wszedłem w posiadanie debiutanckiej płyty zespołu Luxtorpeda o tym samym tytule. Wgnietli mnie w fotel singlem „Autystyczny”.

Tekst, muzyczne pierdolnięcie, które mocno budzi we mnie nastolatka szalejącego na koncertach Illusion i Proletaryatu – a jako smaczek Przemek „Hans” Frencel z 52 Dębiec, którego specyficzna wymowa się mnie podoba. Zresztą, po spojrzeniu w skład zespołu wspomniane pierdolnięcie dziwi jakby mniej. Ale mocy nie zmniejsza.

Hellyeah.

Poszczególne kawałki można kupić na podstronie, w cenie 2pln za sztukę. Jeśli zrezygnuje się z aranżacji instrumentalnych, cała płyta kosztuje 20pln. Warto.

A 25 października koncert w klubie Ucho. Do zobaczenia.

P.S.: w sumie to się zdziwiłem, że nie jadą Arką Noego. No, może trochę ale do przeżycia.

Na moim dołku

nie mają dostępu do Internetu. Pomijam fakt, że komisariat mieści się W BLOKU, takim z końca ’70 XXw.
Idąc do „pokoju zwierzeń” w celu złożenia zawiadomienia (poprzednia notka i komentarze) mijałem wielki plakat z gatunku e-policja i czułem się cokolwiek surrealistycznie.

Krajowy Rejestr Pracowników i Pracodawców

POST ZOSTAŁ GRUNTOWNIE PRZEEDYTOWANY, PROSZĘ PRZECZYTAĆ DRUGI „EDIT” NA DOLE NOTKI CELEM WYJAŚNIEŃ.

Na dniach otrzymałem list (zwykły) od wymienionej w tytule instytucji, który (w skrócie) po trzech krótkich akapitach wypełnionych Dz. U. z dn. itp. informował „(…) prosimy o uregulowanie opłaty w wysokości 115,00 zł w nieprzekraczalnym terminie (…)„.

Przyznam, najpierw zrobiło mi się WTF?!, potem zadzwonił bullshit detector. A jeszcze potem szybki gugiel.

Nagłówek jest raczej standardowy – nadawcą jest Krajowy rejestr Pracowników i Pracodawców, ul. Złota 61, 00-819 Warszawa. Adresatem ja. Jest też sygnatura Dz.W.

I dalej: „W dniu (…) dokonano wpisu do ewidencji działalności gospodarczej (zawsze mi się wydawało, że EDG piszę się wielką literą, ale co tam – dop. A.G.) w Urzędzie Gminy Miasta (…) firmy (…).

Póki co, wszystko się zgadza.

Wykonując swe zadania, organy administracji publicznej współdziałają z organizacjami pracodawców, organizacjami pracowników, organizacjami przedsiębiorców oraz samorządami zawodowymi i gospodarczymi (Art. 12 ustawa o swobodzie działalności gospodarczej z dnia 2.07.2004).

Nie wiem, jak ten akapit ma się do czegokolwiek, bo to tylko smutne stwierdzenie faktu. Nawet Dz. U. nie chciało im się zacytować, że nie wspomnę o nadużywaniu „organizacjami”.

Na podstawie ustawy z dnia 29 czerwca 1995 r. Art.41 ust.1 pkt.1 o statystyce publicznej (Dz.U. Nr 88, poz.439 z późn.zm.) (kropki i spacje oryginalne, dop. A.G.), został utworzony Krajowy Rejestr Urzędowy Podmiotów Gospodarki Narodowej REGON. Rejestr jest bieżąco aktualizowanym zbiorem informacji o podmiotach gospodarki narodowej prowadzonym w systemie informatycznym w postaci centralnej bazy dany oraz terenowych baz danych.

Wszystko się zgadza. Co ma ten akapit do poprzedniego?

Ogłoszenia wpisu w Krajowym Rejestrze Pracowników i Pracodawców wymaga uregulowania opłaty rejestracyjnej w wysokości zgodnej z aktualnym rozporządzeniem KRPiP (Uchwała wew. z dnia 03 marca 2011r.)

Co ma ten akapit do dwóch poprzednich? I dlaczego zawiera błąd w odmianie wyrazu „ogłoszenie”?

W związku z powyższym prosimy o uregulowanie opłaty w wysokości 115,00 zł w nieprzekraczalnym terminie do (…).

I drobnym druczkiem na dole, ponad ładnie wykonanym wzorem przelewu: „W sprawach nieuregulowanych w art. 7a-7g w postępowaniu ewidencyjnym stosuje się przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego – art. 7h Ustawy z dnia 19.11.1999 Prawo Działalności Gospodarczej (Dz. U. z dnia 17 grudnia 1999 r.) Wyżej powołane normy prawne pochodzą z PROWADZENIE DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ OSÓB FIZYCZNYCH od 31 marca 2009 roku. Ustawa z dnia 19 grudnia 2008 roku o zmianie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2009 r. Nr 18 poz. 97) – wpisowi do ewidencji podlegają przedsiębiorcy będący osobami fizycznymi.

Po lekturze strony KRPiP, ich przewspaniałego forum i tak dalej, postanowiłem, że list od nich oprawię i powieszę na ścianie. Tymczasem pytanie do kumatych w prawie, może ktoś taki tu zagląda: czy mi się tylko wydaje, czy oni bezczelnie wyłudzają kasę podczepiając się pod wpis do REGONu?

EDIT (tego samego dnia, wieczorem):

Prosty błąd okazał się ciekawy w skutkach – wpisałem adres krpip.pl pomijając początkowe „www”. Efekt poniżej.

KRPiP strona właściwa

KRPiP strona właściwa

Wysłałem już do nich mejla z zapytaniem, czy życzą sobie zgłaszać tego typu sprawy właściwym organom. Jak przyjdzie odpowiedź, poinformuję. Stay tuned.

EDIT No. 2:

Po wysłaniu mejla otrzymałem telefon z KRPiP. Po miłej (ale w efekcie smutnej) rozmowie, okazuje się że:

Krajowy Rejestr Pracowników i Pracodawców, TEN WŁAŚCIWY, to zupełnie legalna firma z Bielska-Białej. NIE POBIERA ONA ŻADNYCH OPŁAT ANI TYM BARDZIEJ NIE ROZSYŁA PISM Z  ŻĄDANIEM WPŁAT.

NACIĄGACZEM JEST FIRMA O TEJ SAMEJ NAZWIE ALE MIESZCZĄCA SIĘ (ADRES Z PRZESYŁKI LISTOWEJ) W WARSZAWIE, UL. ZŁOTA 61. JEST TO ZWYKŁA PRÓBA OSZUSTWA.

Na prośbę właścicieli swój skan listu przesłałem na adres mejlowy, na użytek w dalszym postępowaniu. W razie wątpliwości proszę się kontaktować z KRPiP, adresy e-mail podane są na załączonym skrinszocie.

I jeszcze – w Warszawie na ul. Złotej 61 można sobie wynająć wirtualne biuro. Tak też zrobiła osoba wysyłająca do Was (i do mnie) listy z przekazem.

Projekty unijne a wykonanie

Na wstępie – Adam G kazał się przedstawić. Dzień dobry internecie, jestem Ister, partnerka życiowa vel konkubina Pana Agama G. Czasem też mam ochotę popsioczyć na internety i inne życie, ale dzieje się to za rzadko, żeby własny blog zakładać a blogów w typie „dziś zjadłam na śniadanie kanapkę z szynką i miałam zgagę” jest i tak za dużo w necie, więc korzystam z przestrzeni Adama G.

Jakiś czas temu, namiętnie poszukując szkoleń dofinansowanych, natknęłam się na stronkę pod nazwą Akademia PARP, gdzie można się wyszkolić w kilku mniej lub bardziej ciekawych tematach. Większość szkoleń jest dla osób poszukujących pracy lub chcących założyć firmę, ale jedno mnie zainteresowało i zaczęłam się szkolić. Jak to zazwyczaj bywa, mój zapał szybko okazał się słomiany i po kilku modułach zarzuciłam temat, ale zdążyłam dodać stronę Akademii do zakładek skąd od czasu do czasu spoglądała z wyrzutem.

Z okazji leniwej niedzieli postanowiłam strzelić jeden czy dwa moduły, bo coś mi się we łbie kołacze, że gdzieś tak do któregoś kwietnia powinnam skończyć szkolenie. Wchodzę na stronę i, no bywa, wygasła ważność sesji. Tylko chwilka, jakie ja mam hasło? BA! Jaki ja mam login? Mój standardowy zawiera jedynie 5 znaków, a Akademia życzy sobie ich 6 to pewnie stworzyłam jakąś dziwną kombinację. Jak już (za trzecim razem) doszłam jaką, na skrzynkę pocztową wpadł mail o radosnym tytule „Przypomnienie hasła”. Yesss. Zaglądam w maila oczekując, chyba słusznie, jakiegoś random-hasła bądź linka do strony z formularzem wpisania nowego hasła, a tu niespodziewajka: otrzymałam moje hasło, w całej swej krasie i urodzie (do tej pory nie widziałam żadnego z moich haseł niewykropkowanego, jakie to… dziiiwne).

Cała strona Akademii nie powala jakością wykonania, ale też tragedii nie ma, da się na tym pracować, ba, nawet za bardzo się nie wiesza po wyłączeniu adblocka (na szczęście nie mają reklam) i pod warunkiem używania kompatybilnych przeglądarek (o dziwo – nie IE a FF i Opera, Chrome już nie).  Strony dla projektów unijnych znane są jednak ze swej jakości wykonania. Znajoma pracująca swego czasu w różnych takich projektach nie raz i nie dwa razy psioczyła na firmę, która biorąc grubą kasę , nie potrafiła przez dwa tygodnie wymienić logotypu. Ja rozumiem – unia daje kasę, to huzia, bierzemy co się da i dajmy zarobić kuzynom, wujkom, siostrom i komu tam jeszcze, ale kurna ich mać. Czy czasem ich nie obowiązują standardy GIODO? Skoro przechowują moje hasło niezaszyfrowane to muszę to hasło wyrzucić do kosza i zmienić wszędzie, gdzie do tej pory go używałam ponieważ login mam (prawie) zawsze ten. Zgodnie z ich polityką prywatności „Dostęp do bazy danych [użytkowników] posiadają jedynie osoby upoważnione”. Pozostaje mieć nadzieję, że osoby upoważnione posiadają jako-taką etykę zawodową i nie będę chciały sprawdzić, które loginy i hasła użytkowników zadziałają na różnych portalach społecznościowych czy w innych miejscach sieci. Pozostaje również mieć nadzieję, że dostęp do bazy danych bądź aplikacji wewnętrznej na tej bazie pracującej, jest ciut lepiej zabezpieczony.

Reklamojad

Jakiś czas temu przez darmowe forum założone na fora.pl, na które zaglądam, przewinął się (zarejestrował i tak dalej) człowiekobot reklamowy serwisu Reklamojad.pl. Reklamę („Internet bez reklam”) wskazującą na ten serwis wysłał do administratora serwisu. Administrator skontaktował się ze mną i zapytał „wtf?” – przyznam, że miałem to samo. Pierwsze wrażenie – komuś odwaliło i kopiuje sobie Adblocka, haha. Ale NIE. Jest ciekawiej.

Na pierwszy rzut oka serwis wygląda jak studencka próba podrobienia Adblocka. Dość prymitywna i nieudolna, bo ponieważ reklamojad działa (stan na dzień opublikowania notki) tylko na Firefoksie i IE. Wspomniane ciekawiej robi się po zajrzeniu do regulaminu (wiem, że nikt tego nie robi więc sobie ten trud zadałem): twórcą jest „Maverick Domainers LLC z siedzibą w 297 Kingsbury Grade, Suite B, NV 89449 Lake Tahoe, USA„. Otóż szybki gugiel nie ujawnia istnienia takiej firmy w Internecie, co najwyżej Maverick LCC z Florydy (właściciel reklamojada jest z Nevady). Na tym skończyłem szukanie, jak dla mnie to zwykła firma-krzak, tylko że zza Wielkiej Wody. To tak tytułem wstępu, bo prawdziwy miód jest potem: „Autor programu zastrzega sobie prawo do umieszczenia na dole przeglądanych stron paska informacyjnego o wysokości nie większej niż 30 punktów ekranowych, oraz do umieszczenia na Śledziku instalującego użytkownika informacji o zainstalowaniu programu.” Czyli wyszło szydło z worka – nie dość, że podróbka (niedorobiona, o tym później) znanego softu to jeszcze klasyczny adware.

A dlaczego niedorobiony? O tym jest na stronie głównej: „W tej chwili Reklamojad radzi sobie z reklamami umieszczonymi w następujących serwisach: Onet, Wirtualna Polska, Gazeta.pl, Interia, O2.pl, Wrzuta, Chomikuj, Nasza Klasa, Fotka, Wykop.” Pytanie – a co z resztą? I w czym to lepsze od darmowego i nie wrzucającego reklam adblocka?

Proste – w niczym. Dalej nie wiem, jaki cel przyświeca autorom i propagatorom tego czegoś. Wierzyć mi się nie chce, że w czasach adblocka ktoś się może skusić. Z drugiej strony w pracy często natykam się na ludzi, którzy nie wiedzą, że adblock istnieje, więc może. Kto wie. I ciekawostka: reklamojad ma swoją stronę na fejsie, aż 282 osoby ją lubią.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.